Tatusiu, proszę nie
Opis książki - Wystarczający.
Wrażenia - niewiele jest w stanie mnie poruszyć, choć jestem bardzo wrażliwa osobą, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci i zwierzęta.
W swoim życiu przeczytałam sporo horrorów i sporo też książek, które były wspomnieniami osób wykorzystywanych i maltretowanych.
Nigdy, żadna nie zrobiła ze mną tego, co zrobiła ta książka.
Wstrząsnęła mną do głębi, brakuje mi słów, by opisać to co czuję.
Nie byłam w stanie jej skończyć, dobrnęłam jedynie do 70 strony i moja psychika więcej nie zniosła.
Niewyobrażalne rzeczy, które musiał przejść ten dziś dorosły mężczyzna, jako dziecko. Potworności, jakie musiał oglądać.
Całkowita ślepota instytucji, które były stworzone do tego by pomagać, by ratować a nie zrobiły zupełnie nic.
Ślepota i głuchota społeczeństwa.
To wszystko razem wzięte sprawiło, że nigdy w życiu nie wrócę do tej książki.
Gdybym miała możliwość, chciałabym przytulić Stuarta, bo wiem, że do końca swoich dni, nie zapomni tego wszystkiego, nigdy nie poczuje ulgi i nigdy nie zazna spokojnego snu.
To zgotowali mu ludzie, rozumne małpy, chełpiące się swoją lepszością od zwierząt.
TFU!
PODSUMOWANIE - Z zasady, nigdy nie oceniam tego typu książek i tym razem, również tego nie zrobię.
„Mam nadzieję, że moja historia, chociaż pełna bólu i rozpaczy, niesie też pewne przesłanie. Mimo przeciwności losu, tragedii i – zdawałoby się - sytuacji bez wyjścia dla dzieci z rodzin dysfunkcjonalnych, zawsze istnieje nadzieja na lepsze życie. Dzięki pomocy życzliwych i kochających ludzi mogą zacząć wszystko od nowa.”
Stuart Howarth


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz